Biebs miał ochotę się przejść, nie mógł znieść wrażenia, że za chwilę wpadnie na Brauna. Jednak wahał się. Co będzie jak ktoś go rozpozna? Znowu będzie musiał pozować do zdjęć i uśmiechać się sztucznie? Nie, tego jeszcze bardziej nie chciał. Nie chciał oszukiwać swojej rodziny, ale jednocześnie nie chciał zostać tu, ze Scooterem.
Poszedł na ryzyko. Założył szarą, niewygodną bluzę z kapturem i przeciwsłoneczne okulary. Przebranie było marne, ale można było spróbować.
Wyszedł na ulicę, tak dawno nie był w słonecznym Los Angeles. Chciał przejść się do parku, w którym niegdyś spędzał dużo czasu. Gdy Justin szedł szarymi ulicami miasta, zaczął padać rzęsisty deszcz. Przyśpieszył kroku i po dziesięciu minutach był w parku. Nie było tam żadnego żywego ducha. Tylko gałęzie drzew kołyszące się leniwie na lekkim wietrze.
Nagle Jus spostrzegł, że jakaś nieznajoma dziewczyna biegnie w jego stronę. Po chwili tajemnicza osoba wpadła na niego, uderzając go w klatkę piersiową.
-Hej!-Zaśmiał się Justin -Zwolnij księżniczko! -Nagle zauważył, że dziewczyna jest cała we łzach, które nadal spływają jej po policzkach. Przypatrzył się jej rysom twarzy. Była piękna. Cudowna. Tylko dlaczego płakała? -Co się stało? -Spytał się z czułością gwiazdor.
-Ja, nie chciałam, przepraszam -Powiedziała, łamiącym się głosem.
Jak widać przebranie było skuteczne. Jednak to nie pocieszało Justina. Chciał ją spotkać jeszcze raz, porozmawiać, przytulić, a nie znał nawet jej imienia.
Pięknie piszesz :) Powinnaś wydać książkę :)
OdpowiedzUsuń