sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 4

     Selena doszła do domu. Po jej policzkach wciąż spływały słone łzy.
-Selly, co się stało?-Zapytała się Mandy, słysząc trzask drzwi.
-Zostaw mnie! Chcę być sama!-Odkrzyknęła dziewczyna.
     Po wejściu do pokoju Sel od razu padła na łóżko. Nie pojmowała tego co się stało. Jak Dean mógł coś takiego zrobić? Zerwał z nią przez pocztę głosową. Mimo tych jego obietnic, że na zawsze pozostaną razem, zrobił to. 
     Selena mimo szczerej niechęci wstała z łóżka, podeszła do biurka i otworzyła szufladę. Trzymała w niej swoje białe słuchawki, które dostała od Nicole. Podłączyła je do telefonu i włożyła do uszu. Od razu wiedziała jaką piosenkę będzie słuchać. Bez zawahania włączyła "As long as you love me", piosenkę Justina Biebera. Był to jej idol i głęboko w sercu naprawdę mocno go kochała. Mimo, że nie okazywała tego na zewnątrz to miała wrażenie, że jest jej bliższy nawet bardziej niż Nicole i Stefani. 
     Gdy piosenka dobiegała do końca zadzwonił telefon. Wyświetlił się numer Nicole. Mimo, że Selena nie miała ochoty z nikim rozmawiać, to czuła, że rozmowa z przyjaciółką, dobrze jej zrobi.
-Nicole?-Powiedziała dziewczyna, łamiącym się głosem.
-Selly? Czy coś się stało?-Odezwał się w słuchawce melodyjny głos Nicole
-Nie, znaczy tak, Nicole proszę przyjedź do mnie
-Oczywiście! Już jadę, będę jak najszybciej, ale coś czuję, że uda mi się poprawić Ci humor
-Wątpię. Nicole?
-Tak?
-Proszę przyjedź razem ze Stefani.
-Jasne, zaraz będziemy.
-Dziękuje, do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
     Dziesięć minut później Sel usłyszała dzwonek do drzwi, a chwilę później dwie przyjaciółki siedziały obok niej, słuchając jej historii.
     -To okropne! Jak on mógł Cię tak potraktować!-Krzyknęła oburzona Stefani po wysłuchaniu całej relacji.
-Stefani, ja, myślę, że to moja wina, może nie zasługuje na niego.
-Co ty opowiadasz!-Tym razem odezwała się Nicole
-Prawdę.
-Selena-Zaczęła znowu Stefani-Spójrz mi w oczy-Nakazała-Jesteś piękną, sympatyczną dziewczyną, jedną z najcudowniejszych osób jakie spotkałam. Jeśli którekolwiek z was popełniło błąd, to tylko on, rozumiesz?
-Zgadzam się ze Stefani, jesteś cudowna, jesteś najlepszym co mnie spotkało-Powiedziała Nicole
-Dziewczyny, kocham was. Chłopcy przychodzą i odchodzą, a przyjaciółki zostają. Jednak, ja naprawdę myślałam, że on jest tym jedynym, a...
-O nie, nie mogę pozwolić Ci dokończyć, mam dla was niespodziankę!-Wykrzyknęła Nicole
-O co chodzi?-Spytała Stefani
-Mam... uwagaaaa. TRZY BILETY NA KONCERT JUSTINA BIEBERA!
-Co?! Przeicież, już dawno były wyprzedane-Zdziwiła się Stefani
-Mam swoje źródła, to co idziemy? Koncert jutro.
-Nie ja nie mam ochoty-Zmieszała się Selena.
-Jak to nie masz ochoty?! TO JUSTIN BIEBER! I ja jako twoja przyjaciółka zabraniam Ci siedzieć w domu, podczas gdy ja i Stefani nie będziemy mogły dobrze bawić się na koncercie bez Ciebie!
-Musisz iść-Powiedziała błagalnym głosem Stefani
-Eh, dziewczyny, pójdę... Kocham was-Uśmiechnęła się Selena

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 3

     Justin i jego ekipa dojechali do Los Angeles. Po bezsennej nocy, Justin pierwszy raz nie miał ochoty na spotkanie z Beliebers. Po głowie wciąż chodziła mu wieczorna rozmowa ze Scooterem. Nie miał prawa mieszać do tego Avalanny...
     Biebs miał ochotę się przejść, nie mógł znieść wrażenia, że za chwilę wpadnie na Brauna. Jednak wahał się. Co będzie jak ktoś go rozpozna? Znowu będzie musiał pozować do zdjęć i uśmiechać się sztucznie? Nie, tego jeszcze bardziej nie chciał. Nie chciał oszukiwać swojej rodziny, ale jednocześnie nie chciał zostać tu, ze Scooterem.
     Poszedł na ryzyko. Założył szarą, niewygodną bluzę z kapturem i przeciwsłoneczne okulary. Przebranie było marne, ale można było spróbować.
     Wyszedł na ulicę, tak dawno nie był w słonecznym Los Angeles. Chciał przejść się do parku, w którym niegdyś spędzał dużo czasu. Gdy Justin szedł szarymi ulicami miasta, zaczął padać rzęsisty deszcz. Przyśpieszył kroku i po dziesięciu minutach był w parku. Nie było tam żadnego żywego ducha. Tylko gałęzie drzew kołyszące się leniwie na lekkim wietrze.
     Nagle Jus spostrzegł, że jakaś nieznajoma dziewczyna biegnie w jego stronę. Po chwili tajemnicza osoba wpadła na niego, uderzając go w klatkę piersiową.
-Hej!-Zaśmiał się Justin -Zwolnij księżniczko! -Nagle zauważył, że dziewczyna jest cała we łzach, które nadal spływają jej po policzkach. Przypatrzył się jej rysom twarzy. Była piękna. Cudowna. Tylko dlaczego płakała? -Co się stało? -Spytał się z czułością gwiazdor.
-Ja, nie chciałam, przepraszam -Powiedziała, łamiącym się głosem.
     Jak widać przebranie było skuteczne. Jednak to nie pocieszało Justina. Chciał ją spotkać jeszcze raz, porozmawiać, przytulić, a nie znał nawet jej imienia.

Wiem, że tym razem krótkie, ale jak

już tu jesteś to zostaw po sobie komentarz,

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 2

     Nastał ranek. Selena nie miała najmniejszego zamiaru wstawać . Chciała tylko spać, spać i śnić. Śnić o tym, że Dean nie wyjechał i nie było wczorajszej rozmowy. Miała nadzieje, że dzisiaj wszystko się wyjaśni.
     Wstała leniwie i spojrzała na zegarek. Ze zgrozą dostrzegła, że zbliża się godzina spotkania przy strumyku. Leniwie wstała i podeszła do toaletki. Zauważyła, że jej włosy są bardziej w nieładnie niż zazwyczaj. Próbowała wszystkich sztuczek, żeby je rozczesać i tylko zmarnowała czas. Udało jej się jedynie związać je w niestaranny kucyk. Nie przejmowała się ubraniami, wzięła pierwszą lepszą bluzkę, jasne dżinsowe spodnie i kolczyki. Miała już wyjść z domu, kiedy zatrzymała ją jej mama.
-A ty gdzie się tak spieszysz?-Odezwała się Mandy.
-Umówiłam się z Deanem-Wyjaśniła pospiesznie Selly
-Ach, no tak dzisiaj wrócił, do domu prawda?
 -Tak.
 -Ale wychodzisz tak bez śniadania?
 -Mamo zjem coś na mieście-Selena miała już wystarczająco dosyć tej rozmowy, była już spóźniona.
-No dobrze, masz pieniądze?
-No.
-Ok, to leć baw się dobrze.
-Dzięki.
     Selena dochodziła już do strumyka. Przeskoczyła przez ogrodzenie i znajdowała się tuż, tuż. Doszła. Ku jej zdziwieniu Deana jeszcze nie było. Usiadła nad strumykiem i czekała. Czas mijał, a chłopak się nie pojawiał. Selena dzwoniła do niego parę razy. Nie odbierał. Co mogło się stać?
     W końcu dostała wyczekiwaną wiadomość głosową.
"Z nami koniec, nie dzwoń do mnie więcej".
     Tylko tyle i nic więcej. Nie, to nie mogła być prawda. Dean, nie Dean nie mógł tego zrobić, przecież zawsze był dla niej taki...wydawał się być idealny. Selena nie wiedziała co o tym myśleć. Chciała zniknąć, stać się tą wodą w strumyku i skończyć z życiem. Mimo odrętwienia łzy nie poleciały, to jeszcze bardzie utrudniało sprawę. Chciała znaleźć jakieś spokojne miejsce, nie strumyk. Tu było za dużo wspomnień. Przypomniała sobie o znajdującym się nie daleko parku i ogromnej wierzbie. To było najlepsze miejsce. Poszła tam, a właściwie biegła, nadal hamując łzy.
     Doszła do drzewa, usiadła i oparła się o pień. Mimo tego, że słońce jeszcze dziesięć minut temu świeciło, teraz rozpadał się rzęsisty deszcz. Selena siedziała pod drzewem w osłupieniu. Dopiero teraz naprawdę poczuła ukłucie w sercu. Pierwsza łza spłynęła jej po policzku, a za nią kolejna, następna i jeszcze jedna. Schowała głowę w kolanach chcąc ukryć się przed światem. Jej życie w jednej chwili straciło sens. Wystarczyło tylko czekać na śmierć.



Rozdział 1

     Arena wypełniona ludźmi. Dziewczyny krzyczą, uśmiechają się przez łzy. Muzyka gra głośno. A na scenie jeden artysta. Wszyscy krzyczą jego imię podczas gdy on śpiewa. Nie robi tego dla pieniędzy, sławy, robi to co kocha i tylko to się liczy.
     Justin kochał tą atmosferę. Gdy występował nie liczyło się dla niego nic, tylko on, muzyka i jego Beliebers. Wiedział, że nigdy go nie upuszczą, ale jednocześnie bał się, że je straci. Na każdym kroku starał się dawać przykład, nie chciał, żeby kiedykolwiek odebrano mu jego fanów. Nie, nie to nie byli fani. To była jego rodzina. Którą bał się stracić. Na scenie zachowywał się idealnie, jak manekin. Nie, nie jak manekin, manekin nie wczuwałby się tak bardzo i nie wkładał tyle serca w to co robi. Justin znał każdą piosenkę na pamięć, każdy krok choreografii. Kochał występować na scenie gdyby mógł robiłby to za darmo.
     Kiedy koncert dobiegał do końca, Justin nie chciał zejść ze sceny. Bał się. Bał się, że gdy tylko z niej zejdzie. Wszystko zniknie. Zniknie muzyka. Znikną tancerze. A co najgorsze znikną jego Beliebers. Nie, to nie prawda to tylko jego wyobrażenia, jego lęki, przed utratą siebie. Gdyby nie robił tego co robi teraz nie był by sobą.
     Po ostatniej piosnce Justin pożegnał się z fanami. I obdarzył ich uśmiechem. Takim jak zawsze, szczerym, promiennym., był to uśmiech idealny.
     Wrócił do garderoby. Mimo, że był już zmęczony tańcem i śpiewaniem, to bardzo chciał tam wrócić, zrobić to jeszcze raz. Dla Avalanny. Ale przecież Avalanny już nie było. Była w lepszym świecie. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Jus szybko wytarł łzy spływające mu na koszulkę.
-Justin, to ja Scooter-Odezwał się głos zza drzwi-Mogę wejść?
-Wejdź.
    Do pomieszczenia wszedł Scooter Braun, menażer Justina. Może gdyby nie on, to dzisiaj chłopak nie wystąpił by na scenie. Nie byłby tym Justinem Bieberem.
-Jutro ostatni koncert w Los Angeles, a potem z powrotem do Atlanty.
-No-Odrzekł oschle Justin.
-Jak Ci się podobała trasa?-Spróbował znowu Scooter.
-Było ok.
-Justin, o co Ci chodzi?
-O nic.
-Jak o nic? Chodzisz wiecznie obrażony na cały świat, do nikogo się nie odzywasz.
-Każdy ma gorsze dni, prawda?
-Gorsze dni, ale nie miesiące, rozmawiałem dzisiaj z Pattie.
-No i?
-Ona się o Ciebie martwi Justin, nie rozmawiasz z nią, unikasz-Powiedział oskarżycielskim tonem.
-Może nie mam ochoty?
-To nabierz tą ochotę, bo możesz ją stracić.
-Wyjdź-Rzucił znienacka Biebs.
-Wyjdę, ale pamiętaj nie możesz się wiecznie złościć i zamykać w sobie. Avalanna już do Ciebie nie wróci.
-Wyjdź!
     Tej nocy Justina męczyły koszmary senne. Co chwila w jego wyobraźni przewijały się twarze Scootera, Pattie...Avalanny. Nie mógł uwierzyć, że to już rok. Była taka bezbronna. Kochał ją całym sercem. Ale myśląc o niej nie odczuwał tylko smutku. Czuł złość. Nasilającą się z każdym dniem. Był zły na nią, za to, że zostawiła go samego w tym okrutnym świecie. Zostawiła go samego, ale nie miała wyjścia. Musiała...

piątek, 4 kwietnia 2014

Prolog

      Pierwszy dzień wiosny powoli zbliżał się ku końcowi. Pomarańczowe słońce leniwie chyliło się ku zachodowi. Selena stała na końcu ogródka i patrzyła jak zaraz zniknie za horyzontem. Jej ciemne włosy delikatnie opadały na okrągłą twarz, oplatając ją z magicznym wdziękiem. W dziewczynie było coś tajemniczego, coś co skrywało się w niej od dawna. Dla jej otoczenia, była ona słodką tajemnicą, której nigdy, nikt nie starał się odgadnąć.
      Jutro do swojego domu w Los Angeles miał wrócić Dean. Sel zarumieniła się na wspomnienie o nim. Wystarczyło, że tylko pomyślała o chłopaku, a od razu przypominała sobie jego rysy twarzy, ciemne włosy, siłę jego rąk, kiedy starał obronić ją od wszelkiego zła tego świata. Najbardziej jednak zapadł jej w pamięć dotyk jego ust, za każdym razem były takie ciepłe i wrażliwe. Przy Deanie nigdy nie czuła się samotna i opuszczona, miała nadzieje, że zostaną razem do końca świata.
     Słońce kończyło już swoją wędrówkę, a Selly postanowiła wrócić do domu. Już miała odejść od starego ogrodzenia, kiedy nagle zadzwonił telefon. Uśmiechnęła się widząc numer Deana.
 - Dean! Tak się ciesze, że dzwonisz, już nie mogę się doczekać naszego spotkania, minęło tyle miesięcy!-Wykrzyknęła z entuzjazmem w głosie.
 - Tak, Sel, ale ja...-Zaczął-Nie możemy się jutro spotkać.
 - Jak to, nie? Przecież mieliśmy iść nad nasz strumyk.- Na samą myśl o strumyku dziewczynie zrobiło się gorąco, przeżyli tam tyle wspólnych chwil. To był ich strumyk i nikogo innego, tylko ich.
 - Wiem, ale... Zaczął znowu chłopak.
 - Co, ale... obiecałeś...
 - No, dobra, ale musimy sobie coś wyjaśnić.
 - Mów, o co chodzi?-Spytała zaniepokojona Selena.
 - Nie, nie przez telefon powiem Ci wszystko jutro.
 - Ale... no ok. Do jutra.
 - Do jutra.
      Wieczorna rozmowa nie dawała Selenie spokoju, co mogło się stać? Leżała w łóżku i nie mogła myśleć o niczym innym. Dlaczego Dean tak szybko zakończył rozmowę? Co działo się przez te cztery miesiące? Czy Dean ją zdradzał? Nie, na pewno nie, tą myśl szybko wyrzuciła z głowy... Ale jeszcze tyle pytań pozostawało bez odpowiedzi...